Recenzja, której miało nie być…

spiwosz W założeniach naszego bloga wpisaliśmy, że nie będziemy umieszczali na nim recenzji piw. Wynika to przede wszystkim z faktu, jest już co najmniej kilkanaście blogów, na których można zapoznać się z recenzjami zarówno wszelkich nowości, jak i piw będących na rynku już jakiś czas. Nasze postanowienie jest silne, aczkolwiek nie oznacza, iż nie będziemy robili wyjątków! Pierwszym z nich jest piwo, które otrzymałem w prezencie od Michała Saksa. „Piwo Czekoladowe” z gdańskiej Brovarni, czyli podwójny czekoladowy stout.


Na początek odpowiem dlaczego tej recenzji miało nie być: otóż w ferworze sylwestrowych wydarzeń piwo mi zaginęło! Tak, zginęło z lodówki i przeszukałem pół mieszkania, by je odnaleźć. Dzwoniłem do przyjaciół, czy ktoś go przypadkiem nie zabrał… I znalazłem je w końcu bezpiecznie schowane w… szafie! Ufff…

Dlaczego akurat to piwo postanowiłem ocenić? Przecież tyle ich ostatnimi czasy powstaje… Mieliśmy wręcz zalew piw świątecznych! Z oczywistych względów nie oceniam Dziadka Mroza (zostawiam to innym), z pozostałych świątecznych propozycji żadna się nie wyróżnia szczególnie na tle konkurencji. Zresztą michałowego double chocolate stoutu też miałem nie oceniać, do momentu pierwszego spróbowania… Tak, napiszę to już na początku: piwo jest rewelacyjne! Zdecydowanie najlepsza propozycja z końca 2012 roku. Jedyną (małą) wadą jest etykieta na butelce – prosta, żeby nie rzec: prostacka i trochę nie pasująca do tego świetnego piwa.

Potężna, ciemnobeżowa piana oblepia szkło. Wiele polskich piw rzemieślniczych może zazdrościć takiej piany! Nieprzenikniona czerń piwa na obrzeżach szklanki połyskuje rubinem.

DSCF0004

Pierwszy wyczuwalny aromat to oczywiście czekolada. Zaraz jednak do głosu dochodzą suszone owoce (śliwka), wanilia i odrobina kawy. Piwo jest bardzo treściwe i pewnie dość mocne (parametrów na etykiecie nie podano). Pomimo tego jest bardzo pijalne! Alkohol jest niewyczuwalny, aczkolwiek w głowie potrafi zaszumieć (stawiałbym na jakieś 9%). W smaku dominuje gorzka czekolada z nutami wanilii. Piwo jest dość wytrawne, ale ulegamy złudzeniu, że jest słodkie (przez tę czekoladę i wanilię). Całkiem wyraźna goryczka oraz posmaki, jak w szlachetnych, gatunkowych alkoholach (whisky, koniak) pochodzące zdaje się od wiórów dębowych, z którymi piwo było leżakowane. Coś znakomitego! Takich świątecznych piw oczekiwałbym od innych rzemieślników piwowarstwa – bo właśnie u Michała widać kunszt tego rzemiosła i włożone w dzieło serce. Wielka szkoda, że piwo było uwarzone w serii limitowanej i w tym momencie już raczej jest niedostępne. Pozostaje żyć nadzieją, że Michał kiedyś zdecyduje się na wypuszczenie podobnego piwa na większą skalę – przecież piwowar gdańskiej Brovarni ciągle nas zaskakuje i można mieć pewność, że plany ma ambitne i z tonu nie będzie spuszczał…

Dzięki Michale za wspaniały piwny prezent!

Reklamy

One thought on “Recenzja, której miało nie być…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s